<< Strona główna
Księgarnia brydżowa Księgarnia brydżowa Księgarnia brydżowa Poznajmy się BBO
Szukaj

Autor: Bogusław Pazur
Bogusław Pazur
Graczy śląskich przypadki

 
Chyba każde środowisko brydżowe ma swoje barwne postacie i wieścią gminną utrwalone opowieści. Oto ich garść.

Kto pyta nie błądzi

Dwa lata temu na Śląskim OTP po sali krążyła niebezpieczna para Henio ze Zbyszkiem. Grozę wzmagał fakt, że Henio był pod wzrastającym wpływem środków dopingujących z pobliskiego barku. Niestety, Zbyszek mając trzeźwe spojrzenie nie oceniał pozytywnie wysiłków partnera, ale przeciwnicy wręcz odwrotnie. W jednym z kolejnych rozdań Zbyszek dostał około 10 oczek w składzie równym. Otwierającym był Henio i obwieścił wszem i wobec niebagatelny kontrakt 7BA. Zbyszek starannie przyjrzał się koszulkom swoich kart, tudzież przeciwnikom czy przypadkiem nie podskoczyli z radości. Oględziny wypadły pozytywnie i znalazły potwierdzenie w trzech pasach. Po pierwszym wiście i wyłożeniu dziadka Heniu się poważnie zasępił. Po jakichś dwóch minutach olśnienie pojawiło się na twarzy rozgrywającego: “Poproszę o powtórzenie licytacji” - rzekł był Henio. Odpowiedź padła z ust partnera: “Wiesz Heniu, ja już muszę iść, bo mi się racuchy w domu przypalają”. Jak powiedział, tak zrobił.

Profesjonalista

Przed kilku laty okres świetności przeżywał turniej lokalny w Sosnowcu. Ku niejakiemu zdziwieniu grających sobie rozrywkowo starszych panów, na turniej zaczęły przychodzić pary z czołówki Śląska. “Obcy” na polu walki wywołali sportową złość u pewnego emeryta, będącego miejscowym guru brydżowym. Nasz bohater zasiadł naprzeciwko pary z czołówki Polski i po otwarciu 3
dzielnie wkroczył 3, mając ledwie cztery piki. Ponieważ jego partner miał ich pięć sprawnie osiągnęli kontrakt 4, i co ważne z dobrej ręki. Przeciwnik z niesmakiem wpisując zero spytał: “Jak pan to 3wymyślił ?”, na co padło z wyższością w glosie: “Bo ja jestem dobrze wytrenowany.”.

Usłużny kibic

Przy stoliku, na którym grano ostatnie rozdanie cotygodniowego duplikata, zebrał się tłumek kibiców. Pan Andrzej właśnie zgłosił 4, które w świetle dość zawiłej licytacji powinno być wywołaniem kolorów starszych. Jego partner po namyśle zalicytował 4, a jeden z kibiców żartobliwie skomentował “Mogłeś zgłosić 5, żeby partner sobie sam wybrał”. Po pasie przeciwnika pan Andrzej zaczął toczyć walkę z samym sobą, jako że posiadał pięć pików i tylko cztery kiery. Kibice zamarli w oczekiwaniu, po chwili na stoliku pojawiło się 4♠ z wyprzedzającym komentarzem “A tam...” popartym machnięciem ręką. 4♠ stało się kontraktem ostatecznym, tyle że w dziadku wyłożył się singiel pik i pięć kierów, zaś kibice ryczeli ze śmiechu. Tego było już panu Andrzejowi za wiele, wstał od stolika i ruszył wymierzyć sprawiedliwość usłużnemu kibicowi.

Pechowy podział

Na ostatnim kongresie w Sławie był obecny znany i sympatyczny śląski brydżysta mieszkający obecnie w Niemczech. Po jednym z turniejów udał się wraz ze starymi przyjaciółmi na piwo. Omawianie rozdań szło dość nieskładnie, bo wszyscy opowiadali równocześnie. Taka anarchia była obca niemieckiemu porządkowi, więc padła propozycja: “Wy będziecie słuchać moich rozdań, a ja wam będę stawiał piwo.”. Takich ofert nie trzeba w Sławie powtarzać dwa razy. Nasz bohater zaczął mieć jednak pewne podejrzenia co do stopnia zainteresowania słuchaczy. Toteż jedno z rozdań spełniło funkcję wywiadowczą (albo jak mówią w Poznaniu - projekcyjną): “Grałem dzisiaj 4♥ na atutach ósmy walet do piątego króla, ale niestety AD był za uchem”. Na co znany już czytelnikom pan Andrzej odpowiada: “Tak, tak, grałem to rozdanie. Ale niefart.”.

Gracz wie...

Rysio, stały bywalec Sławy, przyjechał i w tym roku, tyle że uzbrojony w spisany system i nowego partnera Krzyśka.  W jednym z dobrze zaprowadzonych turniejów kongresowych przyszło mu rozgrywać w ostatnim rozdaniu 4z takimi kartami:

  A x x x
 x x x
 A D x x
 x x
 D W 9
 A K D W x x x
 x
 xx

Tak nam je później opowiadał: “Dostałem sprzyjający atak pikowy, utrzymałem się 9 w ręku, zdjąłem atuty, sprawdziłem piki, które się nie podzieliły i zacząłem ciągnąć kiery. Przeciwnicy, a była to młoda para mikstowa, zaczęli wyrzucać karty prawie tak szybko jak ja przeciągałem kiery. Powstała końcówka:

  x
 --
 A D
 x
 --
 x
 x
 xx

Na ostatniego kiera dziewczyna na N-ie wyrzuciła waleta trefl, więc zagrałem trefla na końcowy wpust. Niestety chłopak na S nagle przestał szybko dokładać karty, zaczął myśleć i zrobił mi asem trefl “krokodyla”. No i as karo już nie wziął lewy, bo S miał same forty. Niby źle taktycznie zagrałem, bo dostałem lewę na wiście, ale jestem wewnętrznie przekonany, co do słuszności swojej rozgrywki”. Pokiwaliśmy ze zrozumieniem głowami, jak mus to mus. Rankiem następnego dnia dotarły do nas wieści, że Rysio jest drugi z niewielką stratą. Nie trzeba nam tego było powtarzać. Od razu poprosiliśmy Rysia, żeby nam jeszcze raz opowiedział tą piękną i słuszną rozgrywkę, dzięki której as nie wziął lewy. Tu spotkał nas spory zawód połączony ze wzrokiem spode łba. Jednak przy obiedzie przyszedł do nas Rysio wesoły jak skowronek: “No i co klienci, sprawdzałem na frekansach, jakbym wziął dwanaście lew tobym wygrał, a za jedenaście dalej byłbym na drugim. Gracz wie jak trzeba grać.”.

wykonanie: Strony internetowe gdańsk - Netidea.pl